piątek, 27 września 2013

Greckie 'kamakia' i zdechła sałatka.

#Życie Codzienne: na plaży

Rozłożyłam ręcznik na gorącym piachu. Uwielbiam leżakowanie na plaży, podobno takie wylegiwanie dobrze wpływa na kręgosłup i nerki.


Wrześniowe promyki słońca przyjemnie ogrzewały ciało. Cichutki szum morza kołysał prawie, że do snu sprawiając, że po męczących negatywnych myślach, z którymi borykałam się jeszcze rankiem, nie pozostał ślad. Delektowałam się chwilą, kiedy nagle jakiś intruz wtargnął w moją przestrzeń i słowami:


'Słońce mocno grzeje, czy posmarować ci plecy?' - zburzył spokój.

Oho! Greek lover, a co za tym idzie greckie 'kamakia' czyli grecki podryw. Nie lubię podrywu, nie znoszę! Tego mi tylko brakowało kamakia!


Nie! Dziękuję! Nie trzeba! - odpowiedziałam stanowczym głosem i kątem oka spojrzałam na mężczyznę.

Był to typowy grecki podrywacz: włosy miał na żel, na nosie szpanerskie okulary, a w ręku komboloi. Dumna postawa ciała informowała o dużej pewności siebie, także odmowa nie zrobiła żadnego wrażenia na mężczyźnie, a już na pewno nie przykrego.
Łowiący znają swój fach bardzo dobrze, to są profesjonaliści chadzający po plaży jak nadęte koguty. Zaczepki mają opracowane do perfekcji. Usłyszana negatywna odpowiedź absolutnie nie wprowadza ich w stan zakłopotania - nic a nic!
Może to i lepiej? - wkońcu 'kamakia' to fach na wymarciu.

Spojrzałam na morze i do głowy napłynęła myśl: chciałaś wracać do Polski, no a przecież jesteś z południa, świętokrzyskie, a tam morza NIET!

No tak...

***

Wzięłam apart i weszłam do wody. Zaczęłam pstrykać fotki. Spoglądałam to na plażowiczów, to na horyzont. Plaża wciąż tętniła życiem i choć już nie w takim stopniu jak to było w lipcu czy sierpniu, to nadal było pełno ludzi.



Zajęta czynnościami nie zauważyłam mężczyzny, który najwyraźniej gapił się na mnie od kilku chwil i dopiero jego głos zwrócił moją uwagę:

Widzę, że jesteś sama, zrobić ci kilka zdjęć ?


No nie! Kolejny ‘łowiący’, a ja naprawdę nie znoszę tego co w Grecji scharakteryzowane zostało mianem kamakia.


Nie! Dziękuję, nie trzeba!.

Tylko kilka fotek ... – z uśmiechem targował się mężczyzna

Nie, nie trzeba. Dziękuję! - po raz kolejny brzmiała moja odpowiedź.

Mężczyzna odszedł. Wyszłam z wody i skierowałam się w stronę zostawionych rzeczy. Położyłam się na ręczniku. Nie minęło dziesięć minut, kiedy to kolejny ‘lover’ przerwał mój relaks.- Ten to mnie wnerwił. Mężczyzna przykucnął, pochylił się nade mną i prawie, że incognito zaoferował swoją wizytówkę mówiąc:


Tutaj pracuję, jeśli chcesz to wpadnij po południu!

No jasna cholera, gdy to usłyszałam to myślałam, że wybuchnę! Nie patrząc na niego (sama nie wiem jak udało mi się powstrzymać gniew) spokojnym i stanowyczym głosem odpowiedziałam:

Dziękuję, nie trzeba, proszę odejdź.

Samotne kobiety zwłaszcza turystki (no, a ja na Greczynkę nie wyglądam ) są obiektem nieustannego zainteresowania Greków. Grecy już tacy są, że jak zobaczą blond włosy, niebieskie lub zielony oczy to dostają jakiegoś niewytłumaczalnego szału, no odpędzić się ich nie da!

No cóż, sezon trwa, więc i ‘połów’ również!

***

Spojrzałam na zegarek dochodziła 15:30 O tej porze mój Grek kończy pracę. Pomyślałam , że wspólny lekki obiad w pobliskiej tawernie jest fajną propozycją, więc niezwłocznie chwyciłam za telefon i zadzwoniłam.

'Ok będę za ok 15 min'– brzmiała odpowiedź.

Przyjechał. Zajęliśmy miejsca w znanej tawernie Konstantis. Zamówiliśmy smażone kałamarnice, ryby do tego sałatkę szefa kuchni, ouzo i dla mnie lampkę białego wina. Byłam głodna. Z niecierpliwością czekałam na dania.




Tawerna ma dobrą renomę , ale tym razem zawiodła! Sałatka szefa kuchni okazał się być totalną klapą. Na sam widok odechciało mi się jeść. Zielenina była tak jakby wczorajsza, kałamarnice i ryby były dobre, ale pełny talerz zdechłej sałaty zepsuł cały nastrój.

ps.

Byłam pewna, że zrobiłam pamiątkowe zdjęcie sałacie, ale okazało się, że nie; z drugiej zaś strony może to i dobrze, bo nie będę pamiętać czegoś co wyglądało zniechęcająco!