poniedziałek, 24 listopada 2014

Z podróży#1 Stambuł. Turcja. Przyjazd.

#Dziennik Oliwki
Dzień pierwszy,część#1

Mykonos - Istanbul via Ateny 10:45 - 15:15

W Stambule mżawka.

Kontrola paszportowa: no tak obywatelka Polski chciałam przekroczyć granicę bez wizy (ahahahaa) ale był ubaw przy okienku. Zapłaciłam 25 euro, dostałam wizę na 90dni i... przeszłam na drugą stronę.

Do hotelu Yasmak Sultan dotarliśmy (ja i mój Theo) o 16:30

Bardzo miła obsługa. W ramach powitania turecki specjał: lukum. Od pierwszej chwili stąpnięcia na turecki grunt poczułam się jak u siebie, tak jakbym znała to miejsce od lat...Spodobał mi się zapach Turcji.

W hotelu: zgodnie z naszym życzeniem przydzielono nam pokój w jasnych barwach. Zajrzałam do szafy, a w szafie na półce: św. Koran, oraz dywanik do modłów. Koran nie jest na sprzedaż, dywanik 15 euro.

Koran

Otwarłam księgę i jak to jest w moim zwyczaju zanim zacznę cokolwiek czytać czy przeglądać na chybił-trafił losuję przekaz. Wylosowałam werset 64, zaznaczony fragment

Koran, tekst

Jak się ma przesłanie do mojego życia? jeszcze nie wiem w każdym bądź razie dotyczy przyszłości. Nie zastanawiałam się bo czułam się zbyt senna. Lek zawarty w 'Travelgum', oraz niż pogodowy sprawił, że na ówczesną chwilę chciałam tylko położyć głowę na poduszkę.
Po 2 godz. solidnego snu odzyskałam siły, czułam też głód, postanowiliśmy więc wyjść na zewnątrz, zjeść na mieście. Wciąż mżawiło. Z parasolem w ręku rozglądaliśmy się za restauracją. Podziwialiśmy bogato wyposażone, przepełnione turystycznymi pamiątkami sklepy. Tak samo jak w Grecji 'łapacze nagabywacze' potencjalnych głodnych klientów stoją przed restauracją. - Zwerbował nas jeden z nich. W nienachalny sposób (omawiając każde z oferowanych dań) zachęcił, aby wejść do środka.

Turek przed restauracją Adora

Skorzystaliśmy z zaproszenia. A w restauracji ...Manti, Testi Kebab #2



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz